Kategorie: Wszystkie | ciąża | lekarz | mama | poród | rodzina | samotność | społeczeństwo | synek | tata | wakacje
RSS
niedziela, 15 stycznia 2012
ciasteczka
przepis na ciasteczka.

1 kg mąki
dwie szklanki cukru
trzy łyżeczki proszku proszku do pieczenia
trzy duże łyżki mąki ziemniaczanej
trzy jajka
jedna cytryna
jedna margaryna i jedno masło (im więcej masła tym lepiej, proporcjonalnie).

Zetrzeć skórkę z cytryny na tarce na miazgę i wycisnąć sok. Mąkę przesiać, dodać roztopiony i schłodzony tłuszcz, jajka i proszek do pieczenia, cukier i cytrynę, wymieszać i zagnieść. Upiec.
Piece of cake :)
Kuba.
Tagi: ciasteczka
22:53, maua_mee
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 stycznia 2012
W ciągu
Trzy dni Wituś rano płakał, gdy tatuś go zostawiał, a po południu głośno żalił się mamusi.
Czwartego już nie.
Bo czwartego został w domu z powodu zielonego kataru.
Damn it.
23:23, maua_mee , synek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Z Nowym Rokiem...
ciężkim krokiem Wituś powędrował do II grupy. Tak, jak przewidywałam we wrześniu, nie przyjął tego najlepiej. Nie dość, że taka długa przerwa, to jeszcze inne, nieznane Panie, inna sala i dużo bardziej energiczne dzieciaki... Na szczęście razem z nim przeszła Tosia i Gabryś, więc jakieś znajome twarze są...
Kiedy go dzisiaj odbierałam rozpłakał się. Płakał dobre 3 minuty, jakby chciał mi się wyżalić. Przyszła jego ukochana Pani z pierwszej grupy i powiedziała, że im też smutno, że go przenieśli, ale przenieśli wszystkie chodziaczki. I że sprawdzała jak tam sobie radził i że nowe Panie mówiły, że się bawił ładnie, ale ja tam im wcale nie wierzę. Już sam fakt, że miał smoczek w buzi, a nie jak zawsze w szafce o czymś świadczył. Kiedy poszliśmy zapłacić, w gabinecie Pani dyrektor najpierw się rozpłakał, a potem siedział naburmuszony. A zwykle łaził sobie po korytarzu, penetrował wszystkie kąty... Po powrocie do domu zasnął mocno się mnie trzymając i obudził się w kiepskim nastroju. Był taki smutny i płaczliwy, pilnował mnie, szybko frustrował, kiedy coś nie wychodziło...
Wiem, że to początek jego drogi, że czeka na niego wiele wyzwań, ale najchętniej bym go zamknęła pod bezpiecznym szklanym kloszem mojej miłości i troski...    
22:45, maua_mee , synek
Link Komentarze (1) »
sobota, 07 stycznia 2012
Środeczek
Z naszego nawracania na łóżeczko nic nie wyszło... Może tylko tyle, że teraz Wituś zasypia jeszcze dłużej i w nocy budzi się co godzinę-dwie, szukając mamy i cycusia... W łóżeczku było jeszcze gorzej: piątego dnia budził się już co pół godziny, ja nawet nie zdążałam zasnąć między jego koncertami... Obawiam się, że jedynym rozwiązaniem jest zaprzestanie naturalnego karmienia i kolejna próba, tym razem z udziałem tatusia, tak, by Wituś nie kojarzył ze snem tylko mnie. W nocy nie mogę wstać do toalety, bo on się przebudza i boi się, że go opuszczam.
A Pan Pieszczoch waży już jakieś 12,5 kg, nosi ubranka w rozmiarze 92 lub 18-24. Chodzi pięknie, nawet tyłem, co czasem mnie przeraża, bo nie sprawdza, co tam za nim jest... Strasznie śmiesznie wygląda kiedy maszeruje- tak jakby pod pachami miał piłeczki albo tańczył kaczuszki. A tańczyć lubi- szczególnie do energetycznej muzyki jak dance lub AC/DC. Nadal blondyn, chociaż trochę ciemniejszy, mąż marzy, że będzie brunetem jak on:)
Od kilku tygodni jest obrażony na kaszkę. Otwiera paszczę, gdy podjeżdżam łyżeczką, a potem wszystko wypluwa. Obiadu zjada 5 łyżek, a potem kręci głową, że nie chce. Z kanapek nadal zdejmuje wędlinę i ją zjada, chlebek może sobie zjeść mama. Z owoców najchętniej zajada kiwi, mandarynki, czasem banany i jabłka, lubi też przegryzać marchewkę (surową i gotowaną). Dzisiaj wcinał z nami krewetki, jest raczej otwarty na nowe smaki, co czasem niecnie wykorzystuje tata podsuwając mu chrzan czy musztardę... Nie przepada za to ani za czekoladą ani za ciastkami, dziadkowie dokarmiają go paluszkami- na to zawsze jest w brzuchu miejsce. Myślę, że gdybym miała dla niego układać idealne menu to wyglądałoby tak: śniadanie- jajecznica, II śniadanie- serek granulowany z domkiem, obiad- ogórkowa i skrzydełko lub udko z zupy, podwieczorek- kiwi lub budyń, kolacja- parówka lub wędlina, suche płatki kukurydziane i mleczko. Dodatkowo w ciągu dnia wypija ok. litra rozcieńczonego soku lub rozcieńczonej zielonej herbaty.
Jest już sobota, czas więc kłaść się do łóżka. Kiedy byłam mała przychodziłam w nocy do rodziców i pytałam "mogę do środeczka?", po czym kładłam się między mamą i tatą, na ich dwuosobowej wersalce. Rano budziłam się już tylko z jednym z nich, bo drugie wstawało o 4 do pracy (i nadal tak wstają, biedni). A dzisiaj, ponad 20 lat później, przebiorę się w pidżamę i znów pójdę prosić o swój środeczek. Witek śpi w poprzek łóżka, a Kuba nie dość, że zabrał moją poduszkę, to jego nogi z tułowiem tworzą kąt prosty, a tym samym szlaban, który będę musiała podnieść, by się tam ułożyć. A potem ten mniejszy położy na mnie nogi, a ten większy rękę i tak będziemy spać... i nawet nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo to lubię:)         
00:48, maua_mee , synek
Link Komentarze (5) »
wtorek, 03 stycznia 2012
raport meteorologiczny
Dzisiaj jest 3 stycznia 2012 roku, zima, choć zimy wcale nie widać. W tym sezonie nie było jeszcze ujemnych temperatur, nie padał śnieg, nie licząc śniegu z deszczem, który pojawił się może trzy razy. Temperatury w okolicach 10 stopni, czyli jesień. Strasznie nas to cieszy, nie trzeba odśnieżać samochodu, szuflować podwórka. Dorze, że nie kupiliśmy Witkowi sanek :).
Wituś przeżył sylwestra, nie obudziły go fajerwerki, spał jak niemowlę, a rodzice raczyli się winem musującym i niemusującym i słuchali szlagierów z lat dziewięćdziesiątych, nie wiem jak moja Żona, ale ja domator z krwi i kości bawiłem się wyśmienicie. 
Odbiliśmy sobie w poniedziałek, to jest drugiego stycznia, Wituś poszedł do babci Hani, a rodzice wyszli na noworoczną randkę. Akurat tak się złożyło, że od stryjka dostaliśmy dwustuzłotową kartę do Manufaktury i postanowiliśmy przeznaczyć ją na konsumpcję i przyjemności. Piechotą wybraliśmy się najpierw do restauracji meksykańskiej, gdzie tatuś zjadł piekielnie ostrą potrawę z mięsa wieprzowego i drobiowego, a mamusia swoją ulubioną zawiniętą w naleśnik niewiadomoco, przyprawioną sosami i sałatką, podaną na obtłuczonych talerzykach... było pyszne... ale tatuś już nie będzie brał pikantnego, chociaż kto wie. Zapiliśmy to piwem i to nie jednym, a potem poszliśmy na film 3D... ale czad, to był nasz pierwszy film trzy de, z okularami w prawdziwym Imaxsie, widzieliśmy film Immortals, o bogach greckich z super efektami specjalnymi i w ogóle full wypas... bawilśmy się świetnie, a Wituś z Babcią grzecznie poszli spać, podobno nie sprawiał, żadnych kłopotów,, tylko wymagał sto procent uwagi. Zastaliśmy ich w małym pokoiku przytulonych i czekających na nas jak na zbawienie, Wituś, że w końcu pójdzie do domu i przytuli się do swojej kochanej mamusi a moja mama, że w końcu będzie mogła zasnąć.
Nowy rok się zaczął, to będzie pewnie długi i ciekawy rok. Gosia i ja jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi, mamy przed sobą piękną przyszłość, Wituś się rozwija i zapewnia nam rozrywkę i stres w wymiarze co najmniej trzech etatów. Bardzo się kochamy i zapewniamy się o tym co najmniej raz dziennie. Gosia teraz przygotowuje się do zajęć, ja piszę jej bloga, jesteśmy obok siebie w kuchni, w odległości 30 centymetrów od siebie i czasami ocieramy się łokciami. Kocham Swoją Żonę i chcę jej szczęścia, kocham Swojego Synka i chcę dla niego jak najlepiej, nie jest łatwo, ale wierzę że sobie jakoś poradzimy, a gdy będziemy to czytać za rok, za dwa, za dziesięć lat będziemy się uśmiechać do siebie i śmiać się z tego, czym przejmujemy się dzisiaj.
PS: benzyna dochodzi do 6zł, trwa strajk lekarzy, kryzys, podobno nadciąga do Polski, a my jakoś ciągle na powierzchni.
Kuba
wtorek, 27 grudnia 2011
Koniec tego dobrego...
Święta jak zwykle minęły za szybko. Dobrze chociaż, że dostałam od mamy niewielki zapas pierogów i dzisiaj jeszcze dopełniam nimi rozepchany do granic możliwości żołądek.
Witusiowi Mikołaj przyniósł łącznie 331 elementów duplo (moi rodzice, babcia H. i ciocia A.), 100 klocków drewnianych (brat M.), gadającą piłę Handy Manny (którą nas dzisiaj obudził, babcia H.), strasznie głośne i bardzo chińskie auto (chyba mama szwagierki), dwa małe i ciche autka (brat M.), mini wersję naszego odkurzacza (ex bratowa), książeczki (dziadek W.), misia (babcia H.) i czarną kurtkę z włochatym kapturem KappAhl (brat K.), rozmiar 92, bo ta obecna już za mała. Zapomniałam jeszcze o puzzlach, które przydadzą się za 1,5 roku od cioci K. i zestawu ciuchów od wujka-dziadka prosto z Hameryki.
Ja od męża dostałam torbę Wittchen, reszta prezentów to kosmetyki, wielka patelnia, miedziany dzbanek, Bastion Kinga, dwa sympatyczne bony Sodexo i karta prezentowa. Mąż dostał skórzany portfel i barometr, ode mnie bokserki w czachy:), "Każdy szczyt ma swój Czubaszek" i 3 ludziki lego, niestety dwa już miał, szkoda, że tych opakowań nie da się jakoś prześwietlić...
Zaliczyliśmy dwie Wigilie, najpierw u moich rodziców, a potem, po 40 minutach podróży z mżawką, zajechaliśmy do brata męża. Czekali na nas z otwieraniem prezentów, więc naprawdę byli szczęśliwi gdy dojechaliśmy:) W domu byliśmy ok. 23, szybko uśpiłam Witka i zajęliśmy się budowaniem z klocków- mąż duplo, ja drewnianych:) W Boże Narodzenie znów wycieczka do moich rodziców, wieczorem Wituś do babci H. a rodzice na melanż;) Wróciliśmy przed północą, stęsknieni za dzieckiem... co to się z nami porobiło? Wczoraj był u nas teść i było bardzo fajnie, chociaż...
Od wczoraj rozpoczęłam walkę ze spaniem z nami. Wituś swój powrót do łóżeczka bardzo opłakuje... a ja czuję się jak podła matka. Mąż mi nie może pomóc, wczoraj chciał mnie zmienić przy łóżeczku i Witek wpadł w taką histerię, że mąż nie mógł go utrzymać na rękach... Wituś wstaje, ja go przytulam, uspokajam i odkładam i on znów wstaje i ja znów go przytulam i uspokajam... Wczoraj po południu tak bawiliśmy się godzinę, wieczorem 2,5 i dzisiaj przed popołudniową drzemką 2 godziny... Jestem tym faktem załamana, wiem, że on musi się nauczyć spać sam, ale kiedy on wyciąga do mnie rączki, a po policzkach spływają mu wielkie łzy... wcale nie czuję, że dobrze robię. Duchowo wspierają mnie mąż i bratowa, a ja wykonuję te czynności jak robot, starając się zagłuszyć swoje serce... Chociaż kiedy Wituś przebudził się 3 raz w nocy i nie mógł zasnąć od 5 do 7 i ja razem z nim, mąż stwierdził, że już wystarczy, żebym wzięła go do nas... i odsypialiśmy dzisiaj do 10.30. Mam nadzieję, że to nie będzie trwało długo, boję się, że Witkowi się poprzestawiają godziny, wczoraj zasnął dopiero o 22.30...
Jest 15:45, on śpi dopiero od godziny, a zwykle już dawno jesteśmy po drzemce. Sama muszę siebie przekonać, że to ma sens... Dobrze, że oboje mamy wolne- Wituś od żłobka, a ja od pracy.
     
15:47, maua_mee , synek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 grudnia 2011
Choinka
Szanowne koleżanki blogerki utwierdziły mojego męża w przekonaniu, że trzeba nabyć choinkę. Nabył. Trzymetrowego potwora. Potwora tegoż postanowiliśmy ubrać kiedy Wituś spał. I  już prawie kończyliśmy kiedy Wituś się obudził. Od razu usiadł i patrzył oniemiały. Przyszedł do choinki i bardzo głośno wciągał powietrze, zachwycony migającymi lampkami i bombkami. Myślę, że dla tej chwili warto będzie męczyć się z igiełkami i pilnowaniem drzewka;) Nadmienić trzeba, że obecnie drzewko wygląda dość ascetycznie na metr od podłogi. Zostało rozebrane z bombek i wszelkich zbytecznych ozdób, a każda próba ponownego ich zawieszenia była udaremniana przez dziecko.


Dziecko pochwalić się może trzema świeżymi czwórkami i czwartą nadal-prawie. Od wtorku jest na Augmentinie, więc świecić może także pięknym odparzeniem na tyłku, który mimo mycia i smarowania nie radzi sobie ze żrącymi kupami. Mimo tych niedogodności Wituś jest w całkiem dobrym nastroju. Przygrywa mi na harmonijce ustnej, zakręca kurki, wyłącza pralkę i zmywarkę. I bawi się- dzisiaj np. szukaliśmy razem resoraka-karetki. Mówiłam "gdzie jest karetka?" a Wituś powtarzał "dzieje ijoijo?" i dodawał "nimo", bo rzeczywiście gdzieś zniknęła.
Czasem udaje mu się samodzielnie złożyć dwa klocki duplo. Mikołaj mu przyniesie aż 3 zestawy, farmę, sklep ze zwierzętami i wielki komplet podstawowych klocków, czekają nas długie godziny zabawy! Wczoraj razem z mężem bawili się tak świetnie, że aż Witek się zataczał ze śmiechu. Kuba był psem i wchodził przez duplowe okienko szczekając, a Wituś zamykał okienko i bardzo go to bawiło.
Jutro czeka nas pracowity dzień. Od rana musimy zrobić rybę po grecku i upiec ciasto, zrobić zakupy i na 16:30 pojechać do moich rodziców, a na 19:00 do brata męża. Wyobrażam sobie już ekscytację Witusia, prezenty, wujkowie i ciocie, dziadkowie...
Odkąd urodził się Wituś i ja bardziej czekam na Święta, cieszę się razem z nim, przypominam sobie te emocje, radość i ciepło i wzruszenie podczas składania sobie życzeń...
Życzę sobie i Wam, aby nasze dzieci mogły równie ciepło wspominać te Święta... Święta w pełnej, kochającej się rodzinie, w dobrobycie i spokoju o jutro.
23:10, maua_mee , rodzina
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 grudnia 2011
Tata napisze blogowy wpis...
Jest 18 grudnia 2011 roku. Nie umiem pisać bloga, ale słowo pisane nie jest mi obce, więc jedziemy.
Dzisiaj jest niedziela, spędziliśmy dzień w męskim gronie, przyszedł dziadek Wojtek, mama uśpiła Witusia i poszła na spacer do Manufaktury, kupować prezenty. 
Dzisiaj też były urodziny dziadka, o których zapomnieliśmy i przypomniało nam się dopiero teraz, gdy zacząłem pisać ten tekst, od razu zadzwoniliśmy do taty, przeprosiliśmy go i chyba wszystko jest ok, choć jest mi trochę przykro...
Dzień spędziliśmy naprawdę fajnie, od rana kończyłem gotowanie bigosu, które zacząłem wczoraj wieczorem, wyszło tego dobre dwanaście litrów.. wyszedł naprawdę dobry, potem przyszedł tata i zabraliśmy się za makiełki na środę, czyli na pre-wigilię, czyli instytucję wigilii, która w początkach swojego istnienia miała służyć integracji rodziny, której, rozwody poszczególnych członków, doprowadziły do konfliktów i wspólnej niechęci...  Tym razem, będzie to pierwsza wigilia, która będzie bez Dziadka, którego już nie ma, założyciela i organizatora, naszego rodzinnego życia rodu K. (na marginesie i ku pamięci, wydaje nam się, że do organizacji i podtrzymaniu tradycji pre-wigilii, bardzo przyczyniała się Zosia- żona dziadka). I tu należy wspomnieć, że święta, kojarzą mi się właśnie z choinką na Piwnej, mam wspomnienia, takie przez mgłę, gdy jeszcze sięgałem głową blatu stołu, Mikołaj przychodził, gdy dziwnym trafem gasło światło właśnie na Piwnej, w domu dziadka. W tym pamiętnym roku 2011, pierwszy raz pre-wigilia odbędzie się w domu młodszego syna dziadka, mojego stryja, i dziadka-wujka Witka. 
Otrzymaliśmy przykaz, przygotowania po jednej potrawie, tacie trafiły się makiełki, czyli potrawa z maku, miodu, makaronu i bakalii, która jest prosta w przygotowaniu, ale strasznie pracochłonna. Zaproponowaliśmy tacie, żeby przyszedł do nas, bo gotowanie w towarzystwie jest bardzo przyjemne, tata oczywiście przystał na propozycję i tak spędziliśmy miło prawie cały dzień...

Witek zrobił się bardzo samodzielny, umie chodzić, prawie wcale nie raczkuje, wszędzie chodzi na dwóch nogach, co prawda buja nim jak w sztormie i przewraca się co kilka kroków, jednak, widać, dzielnie wstaje ni nie zraża się. Nauczył się wchodzić na różne sprzęty domowe i meble, wystarczy mu punkt podparcia, coś, czego może się złapać i pnie się w górę. Niestety, nie ma nawet śladowego instynktu samozachowawczego. Wchodzi na krzesło, staje wyprostowany i tylko czujne oko i refleks rodziców, ratują go od upadku z wysokości. Udało mu się na przykład, pod chwilową nieobecność mamy, wleźć na krzesło w kuchni, oprzeć się rekami o stół i bawić się włącznikiem od lampki nad kuchennym stołem...
Włączniki... o to jest, to co Witek lubi najbardziej, ma już rozpracowane wszelkie urządzenia elektryczne i elektroniczne w domu. Potrafi włączyć i wyłączyć zmywarkę, pralkę, telewizor, telefony, nie mówiąc o lampkach, komputerach, odkurzaczu i generalnie wszystkiego, co ma włącznik on/off. Swobodnie obsługuje mojego iPhona i Nokię mamy.
Od wujka Piotrka, dostał na gwiazdkę, ikeowy stół i krzesło. Bardzo lubi swoje nowe, niebieskie meble. Siada zadowolony na swoim krześle, przy swoim niebieskim stole i przegląda książeczki, albo bawi się jakąś niewymyślną zabawką. Potrafi też, zjeść obiad, swoimi sztućcami, ze swoich kolorowych miseczek, nie wychodzi mu tak sprawnie, jak nam dorosłym, ale widać, że wie już do czego służy widelec i czym różni się od miski i talerza..
Jedzenie... Witek ma swój gust.. lubi mięso, to jest chyba jego ulubiona potrawa, nieważne, czy szynka z kanapki, czy schabowy, ważne, że białko... chleb, warzywa czy owoce, w ostateczności...

Witek jest ze mną od rana, to znaczy od obudzenia się na dobre do momentu, kiedy zostawiam go w żłobku. Gdy wstajemy, czyli zwykle między 8 a 9 rano, obaj potrzebujemy czasu na rozruch. Ja robię sobie kawę, piję ją przed komputerem, przeglądając wiadomości, a Witek dzielnie mi towarzyszy, siedząc mi na kolanach i przeszkadzając na wszelkie możliwe sposoby, klikając myszką, touchpadem, bądź jakimkolwiek klawiszem jaki ma w zasięgu ręki. Słuchamy radia i tak sobie siedzimy kwadrans, aż przychodzi czas na poranną kupę... Wtedy nadchodzi pora na szybką poranną kupę w jeszcze zasikaną pieluchę, kąpiel pod prysznicem, ubieranie w naszykowane, jeszcze w nocy, przez mamę ubranka i śniadanko. W swoim karmniku Witek dostaje kaszkę, zjada jej 3/4 kubka, oglądając razem ze mną któryś z archiwalnych odcinków Kiepskich. A potem by the way do żłobka...
Witek uwielbia żłobek, piszczy i podskakuje gdy jesteśmy na miejscu, mamy rytuał, wchodzimy do żłobka, siadamy na przewijaku, a Witek po kolei pokazuje, na żabę- doniczkę, na palmę, na roślinkę, potem otwiera i zamyka swoją szafeczkę. Panie w żłobku chyba bardzo go lubią, czasem słychać przez domofon, że z radością informują się na wzajem, że Wituś przyszedł... 

Od paru tygodni jestem chory, ale teraz jest jakieś apogeum mojego przeziębienia, łamie mnie w kościach i wszystko boli, witek nie chodzi do żłobka od tygodnia, ma okropny zielono-żółty katar, nie może spać, kaszle i ogólnie masakra. Budzi się w nocy, jest marudny, płacze i męczy się gorzej niż tata. Gosiaczek też jest chory, ale to twarda kobieta, marudzi mniej niż ja, ale widzę, że się męczy. To wszystko przez pogodę, mamy środek grudnia i temperatury 6-10 stopni w dzień, w tym roku jeszcze śnieg nie padał i nie było ani jednego mroźnego dnia...

My jak zwykle nie wytrzymaliśmy i prezenty daliśmy sobie przed świętami, jeśli mój post zdobędzie popularność, to może załączę obrazek ze mną w  moich czaderskich bokserkach z trupimi czaszkami- dziękuję kochanie, jak Ty mnie znasz...

Nie mogę się doczekać gwiazdki, tak bardzo chcę zobaczyć radość i ciekawość Witka, kiedy dostanie swoje klocki i książeczki, które już na niego czekają w szafie...

Teraz jeszcze poważna sprawa przed nami, kupić choinkę, Gosia jest przeciwko, ale to w końcu ja tu jestem szefem i choinka, będzie, prawdziwa, pachnąca i duuuuża :)

Pozdrawiam Was wszystkich i życzę Wesołych Świąt.
Kuba - Tata
piątek, 09 grudnia 2011
Złodziej czasu
Z jednej strony fajnie mieć takiego fana. Chodzi za mną, przytula, daje buziaki. Zasypiając głaszcze mnie po dłoni i mocno przylega plecami do mojego brzucha...
I tak sobie leżymy, czasem godzinę, czasem dwie. Kiedy już myślę, że mocno śpi, próbuję wstać, a tu od nowa- oczy otwarte, podkówka, czasem nawet płacz. I znów usypiamy... i znów próbuję wstać, bo przecież muszę przygotować zajęcia na jutro, a on znów się przebudza... Zasiadam nad pracą późną nocą, a pobudka o 5:30, szybko kawa i w drogę, a na zajęciach muszę z siebie wykrzesać podwójną dawkę energii- za siebie i za uczniów.
Z jednej strony jest to takie słodkie i wspaniałe- czuć się takim numerem jeden swojego dziecka, być dla niego niezbędnym misiem-przytulanką, ale z drugiej... wiem, że powinnam mu pomóc w uczeniu się samodzielnego zasypiania i denerwuję się, bo tracę kilka godzin dziennie leżąc i czekając aż on zaśnie.
Planuję kolejne podejście do nauki samodzielnego zasypiania na koniec tego miesiąca. Będę miała wolne od pracy, trochę więcej siły i mniej zmartwień.

A z ciekawostek: kiedy wychodzę do pracy rano, Wituś często przesuwa się do taty, by czuć jego ciepło- taki pieszczoch z niego:) Dzisiaj obudził się i nie robiąc nawet rekonesansu, czy jestem w domu, przeszedł po tacie, by wtulić się do niego na łyżeczki:)
-chodzi coraz lepiej, radzi sobie nawet z progami. Nauczył się wycofywać i wykręcać "pchaczem";
-krowa robi "uuuu" a pies "u";
-uwielbia rozbierać wieże z duplo;
-każde urządzenie RTV czy AGD w domu zostało już przez niego rozpracowane;
-potrafi kląskać:)

A mamie czas się kurczy- zwykle po pracy biegnę po niego do żłobka, zaliczam z nim popołudniowe drzemki, by jakoś egzystować. A potem sprzątanie, gotowanie, zabawa, usypianie, szykowanie zajęć i od nowa: pobudka przed szóstą, praca...
Ale już za chwilę trochę oddechu...  
14:05, maua_mee , synek
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 listopada 2011
Kuchenny botoks
Czy nie uważacie, że przy porodzie poza dzieckiem powinna pojawiać się jeszcze dodatkowa ręka u mamy? Taka długa, jak u inspektora Gadżeta, która poda coś, co zostawiłyśmy w kuchni, zdąży w porę złapać upadające dziecko...
A upadków coraz więcej... Dzisiaj już wychodziłam na zakupy zostawiając w kuchni męża z dzieckiem, gdy syn, wszedł do miski i przechyliwszy ją, poleciał na twarz. Wyglądało to okropnie, krew się lała z ust, on krzyczał, my w panice przenieśliśmy do na łóżko i próbowaliśmy ocenić "straty". Na szczęście wszystkie ząbki były na miejscu, rozwalił sobie tylko górną wargę. Moja bratowa stwierdziła, że po wypadku wygląda jak Donatella Versace i sporo w tym prawdy.
Od 3 dni męczy go katar. A katar i smoczek nie są najlepszymi przyjaciółmi, więc zasypianie jest kiepskie. A teraz dodajcie do tego rozwaloną górną wargę... Przed popołudniową drzemką odessałam mleko laktatorem i podawałam mu łyżeczką. A potem Wituś płakał przez dobrą godzinę, aż zmęczenie i łzy pozbawiły go sił i zasnął.

Kiedy spał myślałam sobie, jak bardzo się zmieniłam. Kiedyś w takiej sytuacji trzęsłabym się, starałabym coś zaradzić, krzyczałabym, denerwowała... a teraz spokojnie go tuliłam, głaskałam, tłumaczyłam i czekałam cierpliwie, bo wiedziałam, że to on sam musi sobie pomóc i się wyciszyć.

Po drzemce obudził się w dużo lepszym nastroju, wspólnie czytaliśmy książeczki o Maksie i jego lampie i nocniku, zrobiliśmy przegląd misiów- a wcześniej oboje z mężem myśleliśmy, że pluszaki to przeżytek!- Wituś robił po kilka kroków by radośnie wpaść mi w ramiona i ogólnie było wesoło. Aż nadszedł czas kąpieli, a po kąpieli niestety odsysanie nosa, którego bardzo nie lubi, tak samo jak wpuszczania kropli... Więc znów zapchał się nos, trudno było pić mleczko i zasypiać z ukochanym smoczkiem. Ale się udało i teraz pochrapuje miarowo. 

Kiedyś przeczytałam, że jeśli masz być szczęśliwy, bądź szczęśliwy już od teraz, nie kiedy znajdziesz nową pracę/kupisz lepsze auto czy wygrasz w lotto. I tak właśnie jest. Naprawdę mamy wiele powodów do szczęścia i nawet taki gorszy dzień nie powinien tego zepsuć.      
22:08, maua_mee , synek
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16